MOTTO:
"w tym co nie czytane doszukujemy się piątego dna"
Wiedźma
ABSTRAKT
Klasyczna hermeneutyka ewoluując aż do skrajnego podejścia
dekonstruktywistycznego wypracowała wiele metod pracy z tekstem, przy czym większość
postmodernistycznych prądów sprowadza je do zwyczajnej nadinterpretacji. W
niniejszym eseju proponuje się podejście nadinterpretacyjne posunięte
jeszcze dalej, aż do skrajności: otóż przedmiotem aktu interpretacji i
hermeneutycznych dociekań będzie tekst nieprzeczytany.
Czytelnicza swoboda obcowania z tekstem, postulaty swobody
interpretacji i nadinterpretacji, pojęcie dzieła otwartego - wszystko to składa
się na krytyczny arsenał postmodernizmu - przy czym zamiast pojęcia krytyka
winno używać się określenia "metakrytyka" - gdyż także sam
proces czytelniczy stanowi poprzez częste samoodniesienia przedmiot analiz
czytającego podmiotu.
Propozycją tutaj przedstawioną jest totalne uwolnienie
procesu percepcji dzieła od jakichkolwiek ograniczeń przez nie narzucanych.
Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy czytelnik takiego dzieła w ogóle nie
przeczyta, co pozwoli mu na całkowicie wolne od jakichkolwiek wpływów
interpretowanie i nadinterpretowanie. Z pewnego punktu widzenia dopiero
interpretacja dzieł nie przeczytanych ma prawo być nazywana nadinterpretacją
- gdyż jakikolwiek kontakt czytelnika z dziełem zagraża obiektywności jego
postrzegania, poprzez rozmaite interakcje z narzuconymi przez autora
strukturami semantycznymi. Proponuje się, by czytelnictwo nie skażone zakłócającymi
czystość postrzegania interakcjami z dziełem nazwać czytelnictwem
bezkontaktowym (jako opozycję do tradycyjnego czytelnictwa kontaktowego, zakładającego
interakcje z tekstem). Idea czytelnictwa bezkontaktowego jest naturalną
konsekwencją coraz dalej posuwających się postulatów dekonstrukcji Derridy, czy też jemu podobnych kierunków i
stanowi także chyba jedyną autentyczną realizację "dzieła
otwartego", tak, jak definiuje je Eco - gdyż nie ma tekstu bardziej
otwartego, stanowiącego głębszy przestwór otwartych możliwości niż dzieło,
które nie zostało przeczytane. Jedynie czysty ontologiczny fakt istnienia
danego dzieła powinien być podstawą do jego interpretacji - każdy krok w głąb
jego konkretnej narzuconej przez autora realizacji stanowić będzie coraz
silniejsze ograniczenie interpretacyjnej swobody - aż do przyjęcia punktu
widzenia autora włącznie. Sama percepcja tytułu stanowi już poważne
ograniczenie możliwych postrzeżeń utworu - gdyż jedynie dadaizm i
surrealizm potrafiły zerwać sztywną relację pomiędzy treścią dzieła a
jego tytułem. Jak odnajduje się idea czytelnictwa bezkontaktowego w kontekście
modnych obecnie kierunków? Dekonstrukcja obrazuje brak wiary w możliwość
dotarcia do prawdy, neguje w samej rzeczy samo istnienie takiej prawdy,
zezwalając na epistemologiczną dowolność. Czytelnictwo bezkontaktowe,
stanowiące praktyczną realizację hermeneutyki nieprzeczytanego wychodzi od
bardziej optymistycznych założeń. Choć podobnie jak dekonstrukcja zakłada,
że nie istnieje obiektywnie obecna w dziele "treść sama w sobie",
to z założenia tego wyciąga się wniosek, że skoro nie ma nic, to możliwe
jest wszystko - w ten sposób otwierając nieskończony obszar możliwych
interpretacji. Warunkiem jest jednak uniknięcie jakiegokolwiek kontaktu z
utworem. Warto zauważyć, że ten oczywisty w kontekście samej definicji
hermeneutyki nieprzeczytanego warunek posiada swoistą analogię w postaci
fizycznej zasady nieoznaczoności Heisenberga, znanej z fizyki kwantowej.
Wychodząc od tej analogii założyć można istnienie podobnej zasady
nieoznaczoności obowiązującej na gruncie nauk o literaturze - dzieło
nieprzeczytane NIE ISTNIEJE, swoją realizację znajduje dopiero w procesie
interpretacji, przy czym możliwych zupełnych realizacji dzieła jest tyle,
ile odrębnych podmiotów dokonujących jego osobistego percypowania. Nigdy
nie uda się jednak uniknąć wpływu "treści samej w sobie"
zawartej już w fizycznym nośniku dzieła. Interakcja tej treści z już
ukonstytuowaną zawartością umysłu odbiorcy dzieła prowadzi jakby do
"redukcji odbiorczej funkcji falowej": z mnogości możliwych
odczytań dzieła realizację znajduje tylko jedno. Oczywisty staje się zatem
postulat czytelnictwa bezkontaktowego. Nie wchodząc w żadne interakcje z
dziełem można je dowolnie długo utrzymywać w stanie "semantycznej
superpozycji" ten właśnie stan traktując jako podstawę wszelkich
dociekań hermeneutycznych i interpretacji. Stan ten jest gwarancją nieskończoności
możliwych odczytań, a zarazem pewne jest, że będzie to nieskończoność
odmienna od tej generowanej przez inne dzieła.
Można podnieść zarzut, że umysł odbiorcy dzieła nie
posiada analogicznej do stanu dzieła "superpozycji treści", że
stanowi strukturę homeostatyczną, silnie uporządkowaną i określoną.
Warto jednak zauważyć, że proces nadinterpretacji dzieła nieprzeczytanego
wyprowadza umysł z tego stanu dookreślenia, pozwalając mu na rozmycie
semantyczne nawet w obrębie własnych struktur, co może stać się nawet
podstawą do dokonania aktu autodekonstrukcji umysłu, który jest
prawdopodobnie analogonem znanego w niektórych kierunkach mistycznych oświecenia.
Na korzyść takiego skojarzenia świadczy semantycznie pusta struktura
znanych z tradycji Zen koanów - próba ich interpretacji kończy się
paradoksami, i to właśnie ma być ich zadaniem: naruszanie zastanych
struktur myślenia i postrzegania. Są więc koany Zen jakby zwiastunami późniejszych
postmodernistycznych filozofii odbioru dzieła. Daleko stąd do twierdzenia,
że dekonstrukcja stanowi przeniesienie na grunt literaturoznawstwa i
filozofii wątków buddyzmu Zen, ale pewne wyraźne analogie istnieją i mogą
stanowić inspirację do dalszych dociekań na styku postmodernizmu i duchowości
Wschodu. Skoro dostrzeglismy już pewne podobieństwa pomiędzy stanem
"umysłowej superpozycji odczytań" a oświeceniem, możnaby pokusić się o rozwinięcie idei hermeneutyki
nieprzeczytanego na obszar duchowości jako takiej. Skojarzeniem, które
narzuca się już na początku jest archetypowa wizja klasztoru jako miejsca
odosobnienia i ucieczki od świata, będących podstawą do duchowego wzrostu.
W świetle rozwijanej właśnie teorii odosobnienie takie można postrzegać
jako świadome odcięcie się od narzucanego przez rzeczywistość strumienia
bodźców, aby w stanie izolacji wydobyć możliwą nieskończoność odczytań
rzeczywistości. Jest to jakby bezkontaktowe czytanie świata, nie świata bodźców,
ale świata złożonego z czystych możliwości postrzegań, świata
semantycznej superpozycji, świata otwartego. Wygląda na to, że duchowa
intuicja chrześcijaństwa zawierała już w sobie wyraźne zalążki późniejszych
idei budujących gmach postmodernistycznego światopoglądu.
ZAKOŃCZENIE
Wychodząc od wątków dekonstrukcji i idei dzieła otwartego
zaproponowano rozbudowanie ich w sposób skrajny, będący jednak jedynie
konsekwentnym rozwinięciem zawartych już w nich potencjalnie metodologii
odczytu dzieła. W oparciu o te wątki zaproponowano hermeneutykę
nieprzeczytanego i jako jej praktyczną realizację, czytelnictwo bezkontaktowe. Zaproponowano także
przeniesienie tej filozofii na grunt ontologii, epistemologii oraz duchowości,
nawiązując dość swobodnie do odkryć fizyki kwantowej.
Literatura:
"Dzieło otwarte", ECO Umberto
"Sałatki smaczne i zdrowe", GARDOCKA Teresa
"Lector in fabula", ECO Umberto
"Kot Prot znów gotów do psot", Dr Seuss
"Istnienie i metafora", FALKIEWICZ Andrzej
"Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa",
BARANOWSKI Tadeusz

